Leave a comment

Umarł król, niech żyje król!

“Boks nie umarł i ma się dobrze!” W ciągu ostatnich kilkunastu godzin można było przeczytać sporo komentarzy napisanych właśnie w tym klimacie. Czy wczorajsze starcie Joshua-Kliczko jest najlepszym potwierdzeniem tych słów? Otóż… Nie. Boks był, jest i będzie. To, że w Polsce przeżywa kryzys, wcale nie oznacza, że na świecie również utrzymuje się ten negatywny trend. Wiadomo, że od kilku lat w naszym kraju szermierka na pięści przegrywa w wielu aspektach z MMA.  A już 24 czerwca Mateusz Borek, promotor gali Polsat Boxing Night VII: Nowe Rozdanie powie “sprawdzam” . Ta gala ma ostatecznie zweryfikować osąd czy Polacy chcą oglądać i płacić za duży boks. Bo z ‘konkurencyjną’ dyscypliną jaką są mieszane sztuki walki sprawa jest jasna- grudniowa gala KSW 37 z debiutem kontrowersyjnego rapera Popka w tejże federacji pobiła wszelkie możliwe rekordy, a nadchodzące wydarzenie o numerze 39 i podtytule Colloseum prawdopodobnie do ostatniego miejsca zapełni stadion PGE Narodowy. Jednak trudno to wydarzenie porównać z megahitem wagi ciężkiej, do którego doszło kilkadziesiąt godzin temu na wypełnionym po brzegi  stadionie Wembley.

Pojedynek ten był również wyjątkowy z paru innych względów:
– wzbudzał i dalej wzbudza niesamowite emocje, nawet wśród kibiców, którzy z pięściarstwem mają niewiele wspólnego. Nazwiska Kliczko i Joshua zostały odmienione przez wszystkie możliwe przypadki nawet na portalach, które o boksie nie piszą praktycznie wcale (np. strony o tematyce MMA)
– było to starcie dwóch mistrzów olimpijskich (Ukrainiec sięgnął po złoto w 1996 roku w Atlancie, Brytyjczyk natomiast w 2012 roku w Londynie)
– w walce tej był możliwy każdy scenariusz, a jednak jej zakończenie zaskoczyło większość kibiców i ekspertów, którzy spodziewali się, że to Władimir w końcowych rundach będzie przechylać szalę na swoją korzyść
– niezależnie od wyniku hitowego starcia na Wembley było pewne, że zapisze się nowa i piękna karta w najnowszej historii boksu: “Powrót Króla” lub koronacja nowego władcy wagi ciężkiej

Przebiegu walki nie ma sensu szerzej omawiać i przypominać. Podejrzewam, że każdy czytający ten tekst z wypiekami na twarzy  oglądał wczorajsze starcie, a dzisiaj jest już po co najmniej obejrzeniu kilku powtórek. Jeśli nie całego pojedynku, to przynajmniej kluczowych momentów, a więc: piątej, szóstej i jedenastej rundy.

Paradoksalnie, Kliczko tą jedną przegraną przysporzył sobie więcej sympatii i szacunku kibiców niż wieloma wcześniejszymi wygranymi. Wydawało się również, że przed walką miał znacznie więcej sympatyków niż w czasach swojej absolutnej dominacji w wadze ciężkiej. Po prostu wielu kibiców życzyło mu porażki, argumentując to nudnym i asekuracyjnym stylem jaki prezentował w ringu.  Jednocześnie rozwiał chyba ostatecznie mit swojej “szklanej” szczęki- podbródek Joshuy w 11. rundzie powinien urwać mu głowę, tymczasem Kliczko był wyraźnie oszołomiony, ale nie padł. Nie ulega wątpliwości, że był to prawdopodobnie najlepszy występ w karierze Doktora Stalowego Młota. W tej walce nikt nie zarzuci Władimirowi, że się zestarzał. W ringu prezentował się więcej niż przyzwoicie- dobrze czuł dystans, szachował lewym prostym, nie wyglądał na zbyt ‘zardziewałego’ po 17 miesiącach rozbratu z zawodowym ringiem. To jednak nie wystarczyło na bombardiera z Watford (19 walk- 19 nokautów!) . Paradoksalnie więcej pozytywnych ocen po walce zebrał przegrany. Sporo osób wytknęło Anthony’emu braki kondycyjne oraz zbyt dużą masę mięśniową, która ogranicza go ruchowo, a przede wszystkim ‘tlenowo’. Chyba praktycznie każdy przecierał oczy ze zdumienia, kiedy to po liczeniu w 5. rundzie, to Władimir stał się nagle myśliwym, a posyłający go kilkadziesiąt sekund na deski Joshua, ofiarą. W kolejnym starciu mógł poczuć to, co dziesiątki poprzednich rywali Ukraińca- potężny prawy krzyżowy, jednak, ku zdumieniu wszystkich, zdołał się podnieść, przetrzymać kryzys, a w końcowych rundach, po jeszcze jednym zrywie, ostatecznie zastopować byłego hegemona wagi ciężkiej. Wytrzymał ogromną presję publiczności, a 11 rund z tak doświadczonym pięściarzem jak Kliczko dało mu więcej niż 18 wcześniejszych (niezbyt długich zresztą…) pojedynków. Joshua może nie zdał tego testu na ocenę celującą, niemniej jednak dopisał do rekordu bardzo cenne zwycięstwo. Kto wie, być może wczoraj byliśmy świadkami początku jego dominacji w wadze ciężkiej. Czy zdominuje ją tak jak bracia Kliczko? Jest ku temu wiele przesłanek.

I tak jak zazdrościliśmy naszym ojcom, dziadkom i starszym kolegom, którzy doskonale pamiętają złotą erę wagi ciężkiej, która przypadła na lata 90-te ubiegłego wieku (Tyson, Lewis, Holyfield), czy też walki z udziałem wcześniejszych legend takich jak Ali, Foreman czy Frazier, tak teraz w końcu byliśmy świadkami starcia, które było już historyczne przed pierwszym gongiem, a jego przebieg i dramaturgia utwierdziły nas tylko w przekonaniu, że była to walka, która na stałe wpisze się w historię królewskiej dywizji. Będzie o czym opowiadać potomnym!

Wracając do przywołanego na początku tekstu tematu MMA- boks i mieszane sztuki walki to dwie różne dyscypliny, które mają swoje wierne grona fanów, gdzie wielu z nich to zbiór wspólny dla obu tych sportów. I piękne jest to, że wymieniający przy każdej możliwej okazji uszczypliwości na temat wyższości jednej  dyscypliny nad drugą, potrafią usiąść wspólnie przed telewizorami i emocjonować się największymi wydarzeniami. Bo wielki sport zawsze łączył. Nigdy dzielił.
Dobra, robi się zbyt patetycznie… Pora przechodzić do wniosków: O ile nie zgadzam się z nadużywaniem stwierdzenia, że boks nie umarł, to z pełnym przekonaniem mogę po wczoraj powiedzieć: “Umarł król, niech żyje król!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *