Leave a comment

Podziemna gala na najwyższym poziomie

Za nami prawdopodobnie jedna z lepszych gal bokserskich, jakie odbyły się w przeciągu ostatnich kilku lat na polskim podwórku. Co zadecydowało o sukcesie Underground Boxing Show VIII? Odpowiedzi może być kilka, ale wszystkie będą prawidłowe: fightcard, matchmaking, klimat (boks 125 metrów pod ziemią- to trzeba po prostu przeżyć) oraz… niespodzianki. Bo do takich na pewno należy zaliczyć porażki zawodników, którzy przed sobotnią imprezą byli mniejszymi bądź większymi faworytami w swoich parach. Kombinacja wszystkich wyżej wymienionych czynników sprawiła, że sobotnią imprezę można śmiało nazwać ‘małym’ Polsat Boxing Night. A jeśli ktoś dalej uparcie twierdzi, że polsko-polsko pojedynki nie mają sensu, to prawdopodobnie żaden argument nie przekona go już do zmiany zdania.

Tomasz Babiloński stawia na weryfikacje i równe zestawienia, w których nie ma zdecydowanych faworytów. I za to należą mu się duże brawa. Chyba lepiej oglądać walki rodaków o zbliżonych rekordach i umiejętnościach, niż kolejne wysokie wygrane punktowe (niski współczynnik nokautów to ogromna bolączka dużej ilości polskich pięściarzy) nad którymś z kolei Węgrem lub Słowakiem. Na szczęście wygląda na to, że czasy pompowania rekordów na ogórkach/kelnerach/gościach spod budki z piwem bezpowrotnie minęły. Ktoś może w tym momencie powiedzieć: “Pojedynki polsko-polskie to wzajemne wybijanie się! Mamy za mało dobrych pięściarzy, żeby jeszcze między sobą musieli toczyć pojedynki!” Spójrzmy jak to wygląda za granicą… Jakoś kibice w Anglii czy USA nie mają takich rozterek moralnych. Dobra, jakość pięściarzy z tamtych krajów jest nieporównywalnie większa. A teraz niech każdy narzekający nad wzajemnym ‘wybijaniem się’ spojrzy w lustro i odpowie sobie na jedno pytanie- czy dobrze mu się oglądało sobotnią galę w Wieliczce? No właśnie…

Czego zabrakło do pełni szczęścia? Chociaż jednego nokautu w karcie głównej, którego wielu kibiców oraz ekspertów spodziewało się szczególnie w walce wieczoru. Werdykt punktowy był sporym zaskoczeniem. I wcale nie chodzi o samą punktację sędziów, co sam fakt, że doszło w ogóle do jej odczytania. Wygrane przed czasem były (i to aż cztery), ale w karcie wstępnej, gdzie gładko swoje pojedynki wygrali Tomasz Turkowski, Łukasz Różański, Siergiej Werwejko oraz Krzysztof Kosela.
Przed walką wspominałem, że ze względu na jej scenerię (125 metrów pod ziemią) może mieć ona charakter przenośny, ze względu na to, że kilka karier może zostać symbolicznie ‘pogrzebanych’. Największy topór wisiał nad głową Krzysztofa Zimnocha, w wypadku którego porażka z Marcinem Rekowskim oznaczałaby praktycznie koniec kariery. Pięściarz z Białegostoku z nowym trenerem w narożniku zaprezentował się zdecydowanie lepiej niż w dwóch ostatnich pojedynkach i jest niemal praktycznie pewne, że na początku przyszłego roku stanie przed szansą zrewanżowania się Mike’owi Mollo za bolesną porażkę już w pierwszej rundzie. A co dalej z Marcinem Rekowskim? Lata lecą, zdrowie już nie to samo. Nikt za niego kariery kończyć nie będzie, chociaż wydaje się, że koniec jest już bliski. Trzy przegrane z rzędu (trudno brać na poważnie pojedynek stoczony w gymie z Bartoszem Szwarczyńskim, który przegrywa walkę za walką) nie wyglądają zbyt dobrze w rekordzie, dlatego warto powoli zacząć myśleć nad pożegnalnym pojedynkiem z nieco słabszym rywalem. Ostateczna decyzja należy jednak do ‘Rexa’.

dsc_0815

Rozczarowali dwaj podopieczni Fiodora Łapina- Krzysztof Kopytek oraz Marek Matyja. O ile w wypadku walki tego drugiego z Norbertem Dąbrowskim sprawa była dość otwarta (bardzo wyrównana pierwsza walka, dłuższa absencja pięściarza Sferis Knockout Promotions, podwójnie zmotywowany “Noras” po nienajlepszej serii) , tak w wypadku 21-letniego zawodnika z Jaworzna można mówić o sporym rozczarowaniu. A Mykola Wowk pokazał, że zawodnicy grupy Silesia Boxing to nie chłopcy do bicia i potrafią czasem sprawić przykrą niespodziankę zawodnikom gospodarzy.
Trwa natomiast czarna seria Andrzeja Sołdry. Zawodnik z Nowego Sącza jedzie już na oparach paliwa, jakim niewątpliwie było zwycięstwo nad Dawidem Kosteckim podczas Polsat Boxing Night: Adamek vs Szpilka. Trzecia tegoroczna porażka z rzędu na pewno pozostawia ogromne rozgoryczenie, a sam pięściarz nie kryje niezadowolenia z takiego, a nie innego obrotu spraw. Pojedynek z Kulińskim rozegrany został na dystansie sześciu rund, co niewątpliwie premiowało młodszego i mniej doświadczonego przeciwnika. Tyle samo trwał co-main event, czyli walka Łaszczyk-Gudel. Śmiem zaryzykować twierdzenie, że Kamil sprzed 3-4 lat bez problemu znokautowałby podopiecznego trenera Jabłońskiego. Wydaje się, że pięściarz z Wrocławia pomimo wysokiej pozycji w rankingu WBO od dobrych kilkunastu miesięcy stoi w miejscu. W Polsce trudno o dobrych sparingpartnerów w tej kategorii wagowej, brakuje też w ostatnich walkach wyzwań sportowych. A potencjał zawodnika jest ogromny, bo zdaniem wielu znawców to najzdolniejszy polski pięściarz młodego pokolenia.

Warto zauważyć, że sobotniego wieczora aż dwóch zawodników straciła tak szczególnie cenne w pięściarskim rekordzie ‘zera’. Koniec świata? Niekoniecznie. Punktacja sędziów była absolutnie prawidłowa (może poza arbitrem, który widział remis w walce Kopytka z Wowkiem). W obu przypadkach sprawą otwartą zostają pojedynki rewanżowe. A te zawsze dobrze się sprzedają.

Symboliczne dwa słowa podsumowania?
Poziom gali odwrotny do jej umiejscowienia względem poziomu morza! 😉
Piątka dla organizatorów.

dsc_0547

Licytacja rękawic dla chorego Oskara z podpisami bohaterów gali w Wieliczce

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *