Leave a comment

Co zadecydowało o sukcesie KSW?

To pytanie w ciągu ostatnich kilku lat zadała sobie prawdopodobnie znaczna większość miłośników sportów walki w Polsce. A wszystko zaczęło się wcale nie aż tak dawno, bo zaledwie 7 lat temu- 11 grudnia 2009 roku na warszawskim Torwarze. Kto nie odtwarza w tym momencie w pamięci błyskawicznego przebiegu walki i słynnych ‘kłopotów Najmana’ ? Jak doszło do tego, że MMA pod względem popularności w naszym kraju wyprzedziło boks zawodowy? Co o tym zadecydowało? Pytań sporo, a żeby udzielić rzetelnej odpowiedzi trzeba po prostu zobaczyć organizację tego przedsięwzięcia z bliska. Zielona Góra niedaleko, fightcard bardzo przyzwoity, żadnych problemów z przyznaniem akredytacji. No to co, lecimy?

Zanim jednak przejdziemy do sedna… Szybki test. No może nie taki szybki, ale do zrobienia w wolnym czasie i przy minimalnym nakładzie chęci. Spytajcie znajomych o wymienienie kilku dowolnych przedstawicieli polskiego MMA i boksu. Jestem niemal przekonany, że nazwiska Pudzianowski, Chalidow i Materla znacznie szybciej przyjdą na myśl pytanym niż Szpilka, Włodarczyk czy Głowacki. Gdzie Adamek, Gołota czy Saleta? W tym momencie warto by zastrzec, by mówić o nazwiskach zawodników aktywnych. A propos aktywności- spójrzcie na facebookowe tablice. Tam tylko Artur Szpilka jest w stanie nawiązać równorzędną rywalizację z przedstawicielami mieszanych sportów walki na wszelkie lajki, komentarze, udostępnienia i inne formy interakcji z fanami.

Wystarczy spojrzeć na te liczby (stan na 5.10.2016):

Mamed Chalidow- 956 tys. polubień
Mariusz Pudzianowski- 424 tys. polubień
Michał Materla- 314 tys. polubień

Artur Szpilka- 856 tys. polubień
Krzysztof Głowacki- 56 tys. polubień
Andrzej Fonfara- 51 tys. polubień

Ktoś w tym momencie może słusznie zwrócić uwagę na fakt, że Pudzian przychodził do federacji KSW jako marka sama w sobie. Co do tego chyba nikt nie ma żadnych wątpliwości. Jednak dzięki ciężkiej pracy i pełnemu oddaniu tej dyscyplinie sprawił, że można go traktować jako pełnoprawnego zawodnika MMA i swoistego konia pociągowego, nie tylko federacji KSW, ale polskiego MMA jako całości.

Przejdźmy jednak do głównego pytania zadanego na samym początku. Odpowiedź większość z Was zapewne już sobie udzieliła: marketing, promocja marki, kreowanie nazwisk, wysoka aktywność w mediach społecznościowych. Kombinacja tych czynników, moim zdaniem, zadecydowała o ogromnym komercyjnym sukcesie federacji na czele której stoją Martin Lewandowski i Maciej Kawulski.

Co jeszcze na plus dla KSW?
1) Ceremonia ważenia
– nieodłączna część gal sportów walki wszelakiej maści. Odbywa się zazwyczaj dzień wcześniej i ma za zadanie rozochocić apetyty kibiców, kiedy to zawodnicy stają na wadze, by pokazać, że osiągnęli wymagane limity wagowe, a potem spojrzeć sobie głęboko w oczy. Czasem nawet zbyt długo… Czasem dojdzie do jakichś przepychanek, padną groźne słowa i niecenzuralne gesty. I karuzela się nakręca, a fani nie mogą się doczekać dokończenia spraw w ringu/klatce/oktagonie. Co działo się w Zielonej Górze? Dokładnie to samo… i coś więcej. Na duży plus świetnie dograna oprawa muzyczna i Łukasz “Juras” Jurkowski, który w swoim stylu ten event poprowadził. Konkurs z biletami? Strzał w 10-kę!
2) Strefa fana– w zasadzie jakikolwiek opis jest w tym momencie zbędny, bo nazwa mówi sama za siebie. Konkursy, możliwość zrobienia zdjęcia, zdobycia autografu. Dla prawdziwego fana sportów walki żadnym poświęceniem nie będzie stanie pod sceną 2-3 godziny, by przybić piątkę z Mamedem czy zdobyć brakujący w kolekcji podpis Pudzianowskiego czy Materli.
3) Aktywność w mediach społecznościowych (Facebook, Twitter)- zanim ktoś się oburzy, że ten temat był już przerabiany: chodzi mi o aktywność samej federacji, a konkretniej- jej profile na wyżej wymienionych serwisach. Wszystkie wyniki podawane na bieżąco, przebieg poszczególnych rund, wyróżnienie najciekawszych akcji- rzecz szczególnie przydatna dla osób, które z różnych przyczyn i ograniczeń sprzętowo-technicznych nie są w stanie oglądać wydarzenia na żywo w telewizji/komputerze/telefonie/tablecie.

Będą też niestety minusy, a konkretnie jeden:
Media/Media room- nie spotkałem się nigdy z takim podziałem na galach bokserskich, więc z niemałym zaskoczeniem przyjąłem do wiadomości, że nie będę mógł się swobodnie(mniej lub bardziej) przemieszczać. Otrzymałem miejsce w loży prasowej z bardzo dobrym widokiem na klatkę, stolik zastawiony przekąskami oraz ciepłymi i zimnymi napojami. Mogłem więc w komfortowych wiadomościach relacjonować przebieg imprezy, ale brakowało dostępu do zawodników bezpośrednio po ich pojedynkach. Taka możliwość zaistniała dopiero po skończeniu walki wieczoru. Z drugiej strony- takie rozwiązania świetnie sprawdzają się w przypadku redakcji wysyłających na plac boju dwóch lub więcej dziennikarzy (a tak robią niemal wszystkie serwisy branżowe)- jeden robi wywiady, kolejny to na szybko montuje i wrzuca do sieci, natomiast trzecia osoba w spokoju może relacjonować przebieg wydarzeń z innej perspektywy.

Dla wielu laików KSW i MMA to zjawiska tożsame i nie widzą oni między tymi zbitkami liter żadnej różnicy. Na pewno niemal każdy słyszał anegdoty typu ‘przychodzi dzieciak do klubu i mówi: chcę trenować KSW!’ lub ‘MMA to sport nie dla mnie… ale na KSW to lubię popatrzeć!’
To tylko świadczy o tym jak głęboko w świadomość kibiców (także tych totalnie zielonych w temacie) wbił się projekt, który przez kilka lat nie mógł przebić się do szerszego grona odbiorców. A gdy już to nastąpiło, to w błyskawicznym tempie podebrał fanów innym dyscyplinom sportów walki w Polsce. Można nazywać to cyrkiem, można rozwijać jako KUP-SOBIE-WALKĘ lub KALECZENIE-SZTUK-WALKI, ale trudno zaprzeczyć faktom i liczbom. A te są takie, że KSW to krajowy gigant, który generuje zyski, przyciąga liczną widownię przed telewizory i zapełnia hale.
Apropos cyrku- właściciele doskonale zdają sobie sprawę z nastrojów kibiców i w tym momencie puszczają do nich oko, by nie powiedzieć, że śmieją się w twarz- swoją kolejną galę nazwali “Cyrkiem Bólu”.

Nie wiem jak Wy, ale ja chętnie w miarę możliwości wybiorę się na początku grudnia do Krakowa. I wcale nie chodzi o walkę Pudzianowski vs Popek, której wynik jest z góry znany, a jedynymi niewiadomymi są czas i technika, jaką zostanie pokonany Król Albanii. Po prostu chętnie zobaczę całą tę machinę promocyjno-marketingową i otoczkę jeszcze raz.
I żeby nie było, że po jednej wizycie na gali ‘konkurencyjnej’ dyscypliny całkowicie zmieniam swoją optykę i punkt widzenia! Emocji, atmosfery i wewnętrznych przeżyć podczas niedawnej walki Głowacki vs Usyk nie odda żadna inna impreza. Bo walkę o tak ogromnym ładunku zarówno sportowym, jak i emocjonalnym na żywo zdarza się obejrzeć niezwykle rzadko więcej niż raz w życiu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *