Leave a comment

Międzyzdroje- morze, boks i… deszcz

Za nami ósma już edycja cyklicznej gali Seaside Boxing Show, która tradycyjnie już miała miejsce w połowie sierpnia w nadmorskim kurorcie nad Bałtykiem. Niestety, tym razem znacznie więcej ciosów spadło na głowy kibiców niż zawodników. A właściwie nie ciosów, a kropel. Rzęsisty deszcz skutecznie (po raz pierwszy w historii imprez z tej serii), używając bokserskiej nomenklatury, zmusił do poddania wielu kibiców zgromadzonych w Amfiteatrze Międzyzdroje. Z jedną różnicą- nie zostali oni na swoich krzesełkach, lecz wręcz przeciwnie-zostawili je i chowali się pod niewielkimi daszkami lub po prostu zawiedzeni poszli do swoich miejsc noclegowych, by w o wiele bardziej komfortowych warunkach zobaczyć resztę widowiska.
Kibice zobaczyli sześć pojedynków. Wszystkie z nich zakończyły się decyzjami punktowymi sędziów. Ktoś może powiedzieć: “Phi, gala waciaków!” Można też spojrzeć na to z innej strony- może to efekt dobrego matchmakingu? Chyba lepiej obejrzeć kilka mniej lub bardziej zaciętych pojedynków niż wszystkie zakończone przed gongiem kończącym pierwszą lub drugą rundę.
A która z walk sobotniej imprezy mogła najbardziej spodobać się kibicom? Dobre widowisko dali Przemysław Zyśk (2-0, 1 KO) oraz Tomasz Piątek (1-1-1). Starcie dwóch młodych i niepokonanych pięściarzy mogło się naprawdę podobać, głównie za sprawą postawy podopiecznego trenera Łukasza Malinowskiego, który skutecznie atakował bezpośrednim prawym prostym, miał jednak problem ze złapaniem dystansu przy poprawce lewym sierpem. Te dwa ciosy to najskuteczniejsze narzędzia przeciwko zawodnikowi boksującemu z odwrotnej pozycji, a właśnie z takim w sobotni wieczór mierzył się “Zysio”. W wywiadze po walce przyznał, że dążył do zakończenia walki przed czasem za wszelką ceną, a powszechnie wiadomo, że takie nastawienie zawsze kończy się jednakowo- decyzją punktową sędziów. A ci w swojej punktacji byli wyjątkowo jednomyślni: 3 razy 60-52 (Piątkowi odjęto 2 punkty za przytrzymywanie).
Na pochwały zasługuje również Przemysław Runowski (12-0, 2 KO), który pokonując Filipińczyka Elmo Trayę (11-2, 8 KO) zdobył pas młodzieżowego mistrza świata federacji WBC. Zdaniem wielu obserwatorów była to dotychczas najlepsza walka w wykonaniu “Kosiarza”. Kolejny test zdany i to na mocną czwórkę z plusem. Może czas na jakieś zagraniczne wyzwanie lub walkę o pas, dzięki któremu zawodnik pojawi się w rankingu którejś z prestiżowych organizacji? Podopieczny Fiodora Łapina pomimo młodego wieku (22 lata) ma na koncie ponad 10 walk, a w swoim rekordzie kilka przyzwoitych nazwisk. Jednym z nich jest Krzysztof Szot (19-18-2, 3 KO), który wyciągnięty ze sportowej emerytury udzielił lekcji boksu znacznie młodszemu Kamilowi Młodzińskiemu (8-0-2, 5 KO). Sędziowie ostatecznie orzekli remis (58-56, 57-57, 57-57), ale trzeba przyznać, że dla młodszemu z pięściarzy taki wynik chluby raczej nie przynosi. Szot wrócił po długiej przerwie i na pewno nie był przygotowany na 100 %. Co miało wpływ na taki a nie inny wynik tego pojedynku? Po pierwsze, dało się zauważyć, że od pierwszego gongu Krzyśkowi po prostu się chciało- nie wyszedł on do ringu zebrać jak najmniej ciosów i bezpiecznie dotrwać do ostatniej rundy. Po drugie, walczył on w zastępstwie Tomasza Króla, który pierwotnie miał mierzyć się z Młodzińskim. Zawodnik ze Szczecina to pięściarz leworęczny i właśnie pod takim kątem przygotowywał się Kamil, który w jednym wywiadów przed walką przyznał, że Szot był jednym z tych pięściarzy, na których się wzorował. Być może kombinacja tych trzech czynników sprawiła, że przebieg i wynik walki był jaki był.
W walce wieczoru wystąpili Kamil Szeremeta (14-0, 2 KO) oraz były mistrz świata Kassim Ouma (29-10-1, 18 KO). Pięściarz o ringowym przydomku “The Dream” ma na swoim koncie pojedynki z tak uznanymi nazwiskami jak: Marco Antonio Rubio, Jermain Taylor, Saul Roman, Gabriel Rosado czy Gennadij Gołowkin. Pochodzący z Ugandy zawodnik miał być największym testem w dotychczasowej karierze pięściarza z Białegostoku. Czy naprawdę się nim okazał? Pojedynek zgodnie z oczekiwaniami potrwał pełen dystans, niestety eks-czampion zrobił niewiele, by zagrozić znacznie młodszemu i mniej doświadczonemu Polakowi. Wystarczy spojrzeć w popularny statystyczny portal bokserski boxrec.com, by uzyskać odpowiedź dlaczego zaprezentował się on tak wyjątkowo biernie między linami ringu w Międzyzdrojach- Ouma ma zaplanowaną kolejną walkę już na najbliższą sobotę. Mało profesjonalna postawa jak na tak utytułowanego pięściarza. Dla Szeremety była to pierwsza walka z nowym trenerem w narożniku. Z oceną współpracy z Fiodorem Łapinem oraz jej efektami należy się wstrzymać i dać 2-3 walki temu duetowi na ‘dotarcie’ się. Patrząc w rekord Kamila zdecydowaną większość osób zaniepokoi jego bardzo niski współczynnik nokautów (zaledwie 14%). Mnie jednak nie daje spokoju zupełnie inna sprawa- pomimo kilkunastu walk na koncie nie ma w jego rekordzie walki o jakikolwiek pas.

Kartę walk uzupełniły pojedynki dwóch praktycznie skrajnych kategorii wagowych- ciężkiej oraz piórkowej. W pojedynku królewskiej kategorii Siergiej Werwejko (2-0, 1 KO) wypunktował (3 x 40-36) na dystansie czterech rund Artsjoma Czarniakiewicza (2-13, 2 KO). Z kolei pojedynek ‘kogutów’ był walką rewanżową. Piotr Gudel (5-1-1) oraz Krzysztof Rogowski (10-20, 5 KO) spotkali się w styczniu zeszłego roku podczas gali w Toruniu. Ich pojedynek był wyrównany, a przed nim doszło do kilku utarczek słownych pomiędzy zawodnikami. Rewanż na dystansie czterech starć był równie zacięty co pierwsza walka, chociaż niezrozumiała wydaje się tak mała ilość rund. Wytłumaczeniem może być ograniczenie czasu antenowego. Zwycięzcą ponownie okazał się pięściarz z Białegostoku (39-38, 39-38, 38-38).

Gala w Międzyzdrojach jest jedyna w swoim rodzaju i ma swój specyficzny urok. Nie chodzi tylko o sam nadmorski klimat (morza szum, ptaków śpiew… 😉 ) Jeśli ktoś ma odrobinę szczęścia, to może wypić kawę lub zjeść obiad z zawodnikami, trenerami lub dziennikarzami siedzącymi stolik obok. Ze względu na stałe zakotwiczenie imprezy w pięściarskim kalendarzu (okolice połowy sierpnia) jest świetnym przerywnikiem w tak zwanym ‘sezonie ogórkowym’ (w okresie wakacyjnym organizowanych jest bardzo mało imprez sportów walki). Dlatego też jest świetną rozgrzewką przed jesienią, kiedy to planowanych jest znacznie więcej gal.

Puste krzesełka- efekt słabego fightcardu? Nie, wygranym wieczoru był niestety deszcz...

Puste krzesełka- efekt słabego fightcardu? Nie, wygranym wieczoru był niestety deszcz…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *