Leave a comment

Wielka rękawica na wielki cel

Aukcje sprzętu sportowego z podpisami sportowców, z których dochód przekazywany jest na cele dobroczynne to żadna nowość w dzisiejszym świecie. Przeglądając codziennie chociażby Facebooka, możemy natknąć się na udostępniane przez znajomych linki do licytacji koszulek z podpisami piłkarzy czy też rękawic opatrzonych autografami bokserów bądź zawodników MMA. Krystian Cieśnik (szef grupy Thunder Promotion) postanowił pójść krok dalej. Przemierzył on niemal pół Polski, aby na wielkiej rękawicy zebrać podpisy czołowych polskich pięściarzy. O pomyśle oraz szczegółach tej wyprawy opowiedział on w krótkim wywiadzie przeprowadzonym kilka dni temu.

 

– Skąd w ogóle pomysł na taką podróż?
Krystian Cieśnik: Ogółem pomysł na podróż i pomoc dla Arturka powstał przed walką Szpili z Wilderem. Oczywiście jako kibic zarwałem noc i przeglądałem internet i portale społecznościowe i gdzieś wyskoczył mi artykuł o tym chłopcu. Zainteresowałem się tematem, wszedłem na stronę i poczytałem o jgo historii. Stwierdziłem wtedy, że pomogę. I tak to się narodziło.

-Od razu skontaktowałeś się z jego rodziną w tej sprawie?
KC: Skontaktowałem się z fundacją, która umieściła ten wpis. Pomagałem już tej fundacji kilka razy i nie mieli oni nic przeciwko, abym i tym razem pomógł. Rodzina Arturka również nie miała nic przeciwko. Zacząłem działać. Parę miesięcy temu u mojego sponsora ring22.pl wpadła mi w oko taka duża bokserska rękawica. Wiedziałem, że Marek Korobacz jest jeszcze w jej posiadaniu i zadzwoniłem do niego z pytaniem czy nie chciałby jej przeznaczyć na cel charytatywny. Zgodził się bez chwili wahania.

-Długo się przygotowywałeś do tej podróży?
KC: Jakoś specjalnie tego nie planowałem. Po prostu zadzwoniłem do paru osób, wsiadłem w samochód i w drogę! Wiadomo, trochę zmian w podróży nastąpiło, bo na przykład w Poznaniu musiałem poczekać godzinę czasu na rękawicę. We Wrocławiu z kolei połtorej godziny czekaliśmy na Maćka Zegana. Chciałem jeszcze zajechać do Dzierżoniowa, ale niestety musieliśmy odpuścić, więc trasa wyglądała tak: Tczew-Poznań-Wrocław-Jelenia Góra-Łomnica.

-Co z podróżą powrotną? Miał być Kraków, Radom, Warszawa…
KC: Stwierdziłem, że ciężko będzie w niedzielę złapać zawodników. Udało się za to spotkać we Wrocławiu Artura Szpilkę. Autografy jego i Adamka są chyba najcenniejszymi, jakie można zdobyć na polskim podwórku, jeśli chodzi o boks. Przebyliśmy równo 1350 kilometrów.

-Taka podróż nie byłaby chyba możliwa bez hojności osób postronnych i sponsorów. Warto ich w tym momencie wymienić.
KC:
Część podróży pokryła siłownia EbroGym- mój sponsor od 5 lat. Ogromną rękawicę, na której podpisali się zawodnicy dostarczyła firma ring22.pl, resztę pieniędzy na podróż i hotel wyłożyłem z własnej kieszeni.

-Jest rękawica z podpisami Adamka, Szpilki, Masternaka i Zegana. Czy zebrałeś również inne bokserskie fanty, które pójdą na licytacje?
KC: Mam jeszcze rzeczy, które dostałem między innymi od Ciebie (miniaturowe rękawice bokserskie oraz zdjęcia z podpisem Krzysztofa Głowackiego), portal bokser.org przekaże dwie książki o tematyce pięściarskiej, jest także książka z podpisem Przemysława Salety. Te wszystkie gadżety chcę przekazać Arturkowi, gdy już będzie w Polsce. Myślę, że część z tych rzeczy będzie chciał zachować dla siebie na pamiątkę, a reszta zostanie wystawiona na licytację. Warto wspomnieć o rękawicy, która jest wystawiona teraz na aukcję. Ma ona około 70 centymetrów długości i 30 centymetrów szerokości. Jest to naprawdę bardzo rzadka pamiątka. Gdy po raz pierwszy umieściłem zdjęcie tej rękawicy w Internecie, dostałem wiele wiadomości z zapytaniem gdzie taki gadżet można dostać. Taki sprzęt jest robiony jednak na specjalne zamówienie, ze względu na swoje nietypowe rozmiary i przeznaczenie.

-Kiedy kilka godzin temu patrzyłem na aukcję, to cena rękawicy przekroczyła 2 tysiące złotych. Jesteś zadowolony z takiej kwoty?
KC: Pewnie, że tak. Ogólnie jeszcze zebrałem ponad dwa tysiące złotych w gotówce od różnych osób. Jedną z nich jest mój sponsor AutoAdi, który przekazał tysiąc złotych. Byli również inni, którzy przekazywali po sto-dwieście złotych. Jeśli rękawica pójdzie za 3-4 tysiące, a myślę, że taki pułap może zostać osiągnięty, to na pewno byłaby spora pomoc dla Arturka i jego rodziców, którzy zostawili wszystko i wyjechali za Ocean, by walczyć o zdrowie syna. My wszyscy mamy też w tym swój jakiś udział, ale największe słowa uznania należą się rodzicom, którzy poświęcili wszystko.

-Masz jakiś komunikat dla fanów boksu związany z tą akcją?
KC: Kto może, niech udostępni link do aukcji na swoim Facebooku, Twitterze czy innym portalu społecznościowym. Wiadomo, że nie każdego stać na to, żeby wydać kilka tysięcy na taki gadżet, ale udostępnienie przecież nic nie kosztuje, a pomoże dotrzeć z tą licytacją do większej ilości osób.

 

Licytacja rękawicy z podpisami pięściarzy dostępna jest tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *